Dziś trochę muzycznie. No dobrze.. bardzo muzycznie, bo dziś zachwyty nad Hozier! Ostrzegam, że jestem ogromną fanką i szaleję na jego punkcie, pod względem jego głosu oraz muzyki jaką tworzy. Pewnie jak większość może się domyślić, zaczęło się od Take me to church. Było to tamtej jesieni. Choć początkowo byłam do niej nastawiona sceptycznie, (ponieważ nie lubię takich sezonowych hitów, które są wszędzie) to jednak piosenka coraz bardziej zaczynała mi się podobać, bo była bardzo w stylu muzyki której słucham. Kocham piosenki, które posiadają znaczącą treść, a nie są tylko o dupie i cyckach. Tak się zaczęło.
Jakiś czas później oglądam serial, leci piosenka w tle i nagle w głowie olśnienie... "znam ten głos, to brzmienie, muszę to sprawdzić, to jest boskie!" Przeczucie mnie nie myliło, to oczywiście Hozier i najpiękniejsza kołysanka świata, czyli Arsonist's Lullaby. Tak więc wpadłam w trans słuchania jednej piosenki na okrągło i zachwycałam się nią bez przerwy. Moja ciekawość sprawiła, że sięgnęłam po Sedated i zauroczyłam się jeszcze bardziej. Znowu tym rozczulającym mnie głosem i tekstem, który tak bardzo do mnie przemawia i który ma w sobie ogromny sens! Ekscytuję się tekstem, jakby to w muzyce było rzadkością, jednak patrząc na to, jak dużo śmieciowych piosenek jest teraz słuchanych, to wcale się sobie nie dziwię. Hozier ma także typową (jednak nie nudną i nużącą) piosenkę o miłości, która sprawia że moje zauroczenie do niego zwiększa się jeszcze bardziej - Work Song to arcydzieło. Dokładnie opisuje, czym według mnie jest miłość i to sprawia, że właśnie ten utwór trafia na szczyt listy moich ulubionych piosenek.
Jakiś czas później oglądam serial, leci piosenka w tle i nagle w głowie olśnienie... "znam ten głos, to brzmienie, muszę to sprawdzić, to jest boskie!" Przeczucie mnie nie myliło, to oczywiście Hozier i najpiękniejsza kołysanka świata, czyli Arsonist's Lullaby. Tak więc wpadłam w trans słuchania jednej piosenki na okrągło i zachwycałam się nią bez przerwy. Moja ciekawość sprawiła, że sięgnęłam po Sedated i zauroczyłam się jeszcze bardziej. Znowu tym rozczulającym mnie głosem i tekstem, który tak bardzo do mnie przemawia i który ma w sobie ogromny sens! Ekscytuję się tekstem, jakby to w muzyce było rzadkością, jednak patrząc na to, jak dużo śmieciowych piosenek jest teraz słuchanych, to wcale się sobie nie dziwię. Hozier ma także typową (jednak nie nudną i nużącą) piosenkę o miłości, która sprawia że moje zauroczenie do niego zwiększa się jeszcze bardziej - Work Song to arcydzieło. Dokładnie opisuje, czym według mnie jest miłość i to sprawia, że właśnie ten utwór trafia na szczyt listy moich ulubionych piosenek.
"When, my, time comes around
Lay me gently in the cold dark earth
No grave can hold my body down
I'll crawl home to her"
Jeśli znacie go tylko przez Take me to church, posłuchajcie podlinkowanych utworów, nie zawiedziecie się. Oczywiście są to moje ulubione piosenki, co nie oznacza, że reszta jest beznadziejna. Każda ma w sobie coś świetnego i mogę go słuchać godzinami. Znacie go? A jeśli tak, to co sądzicie o muzyce, którą wykonuje?



















